O autorze
Witajcie. Mam na imię Małgorzata. Czym się zajmuję? Od lat spełniam się zawodowo, a w wolnym czasie: rapuję (niektórzy twierdzą, że nawet nieźle), piszę seriale, felietony i piosenki innym artystom. Maluję obrazy i projektuję aplikacje mobilne, prowadzę firmę odzieżową. TAK! Moja doba ma tylko 24 godziny i pewnie myślicie, że moje życie prywatne nie istnieje. Nic bardziej mylnego. Miłość i rodzina jest w moim życiu na pierwszym miejscu. Witajcie w moim świecie...

Muzyczna Jajecznica

Chciałabym móc z przyjemnością włączyć polską stację telewizyjną lub radiową i posłuchać polskiej Aaliyah, polskiej Mariah, Erykah, Jill. Polskich Destiny’s Child i polskiego Ginuwine’a. Czego brakuje młodym polskim wokalistom i wokalistkom?

Zdaje się, że niczego. Mają głosy, mają piękne lica i zdrowe ciała. Potrafią tańczyć, grać, mają budżety na klipy i budżety na płyty. Upychani są w telewizjach śniadaniowych, reklamach kremów i jako gwoździe wieczornych programów emitowanych tylko w najlepszym czasie antenowym. Ich płyty wydają wytwórnie, których zagraniczne odpowiedniki mają na koncie sukcesy wielu światowych sław. Gdzie leży problem?

Analizowałam to wielokrotnie, bo jako wielka fanka gatunku soul, r’n’b i gatunków pokrewnych, marzy mi się wysłuchanie takich utworów w moim ojczystym języku. Angielskim władam doskonale, jednak czucie języka w muzyce jest bardzo ważne. Nie jesteśmy w stanie przełożyć na nasz język slangu, brzmi to często śmiesznie, a czarna muzyka rządzi się swoimi prawami. Ten slang bywa także wyśpiewywany. Jako biała, młoda dziewczyna z Mokotowa nie jestem do końca w stanie wczuć się gdy Kelis mówi, że jej „milkshake brings all the boys to the yard”. Z miłą chęcią posłuchałabym jednak, czym nęci Honorata Skarbek i żona Libera. Niestety ciągle jednak słyszę tylko to samo pianino, do którego zawodzą hymny dla nieszczęśliwie zakochanych i bardzo młodych dam.

Do rzeczy. Po pierwsze mam wrażenie, że kompozytorzy wybierani bądź doradzani przez polskie wytwórnie tworzą swoje „podkłady” w oderwaniu od tego, co mówi (o czym śpiewa) artysta. Nie inspirują się także w muzyce tym, co ma potencjał hitowy (a tu niezmiennie rządzą stany), tylko tym, co „już się sprawdziło kilka razy”. Wszystko brzmi tak polsko, tak swojsko. Zaśpiewa to moja mama i zaśpiewa to moja trzynastoletnia kuzynka. A jak usłyszę to przypadkiem w taksówce, to też pewnie zacznę nucić i zażenowana gryźć się w język. Kto zrobił taką krzywdę Alicji Janosz? Z takim głosem mogła nagrać fantastyczną popowo-bluesową płytę. Założę się, że to manipulacja, a nie jej świadomy wybór. Jej świadome wybory przejawiają się na płycie z 2011 roku, jednak jest już za późno. Gdy była u szczytu popularności i sił witalnych dostaliśmy od tej młodej kobietki teksty o jajecznicy i inne pisane dla niej przez Jacka Cygana (sic!), a wisienką na szczycie tego przesłodzonego tortu był klip wyglądający jak zwiastun teleranka. Nie chodzi o czasy, w których to powstawało. Przypomnę, że „Jestem kobietą” powstało wcześniej a wygląda świetnie (abstrahując od tego, że i klip i sam utwór wydaje się mocno inspirowany piosenką Paula Abdul - Straight Up).


Dwa - warstwa liryczna utworów śpiewanych nie musi być prosta! Oj! nie musi! Żeby zaśpiewać coś (nie tylko udawać - hej! przygodo dla córek bogatych ojców!) nie trzeba kończyć wersów na: "tak, lat, świat, łzy, ty, my”. To będzie szok dla ghostwriterów polskich piosenkarek, ale wers może mięć także więcej niż cztery słowa.

Na szczęście jest Basia Adamczyk, która słów nie szczędzi, nie szczędzi także tych wielosylabowych. Nie szczędzi slangu, nie szczędzi prawdziwych emocji, bycia blisko ludzi. Można? Można! Są wyjątki. Czy podoba Ci się jej barwa i sposób śpiewania, czy nie - jedno jest pewne: to jest autorka tekstów, piosenkarka i postać, która nie trąci plastikiem. Teksty nie są kanciaste, głos nie jest pospolity, a muzyka płynie ze słowem. Kibicuję.

Wracając do wątku głównego. Ach! jak fajnie pomarzyć! Wyobraźcie sobie, że Marina nagrywa utwór, do którego piszę jej tekst, muzykę tworzy Jajonasz, a gościnnie rapuje HST albo Peja. Mistrz. Osiem wersów na początku, szesnaście przed drugim refrenem. Klasyczna kompozycja hitów r’n’b z lat 90-2000. Albo wyluzowana Edytka wznosząca się na swoje wokalne wyżyny (a wiadomo, że głos ma jak dzwon!), a do tego bujający pokładem Gural. Tego nam brakuje. Myślę, że Łona mógłby napisać świetną płytę polskiej Eryce, tak jak Eldo napisał kilka wersów Brodce. Brodka to akurat kategoria osobna i broni się bez niczyjej pomocy. Jednakowoż indywidualności o silnym charakterze, forsujących swoją wizję jest jak na lekarstwo w Naszym kraju. Reszcie trzeba pomóc. Nie ma w tym nic złego. Nie wszystkim można się zajmować. Utalentowane piosenkarki nie powinny trudzić się szukaniem odpowiedniej muzyki i pisaniem odpowiednich tekstów. Do tego potrzebni są utalentowani pisarze i kompozytorzy. To machnina. Z biegiem czasu może sami odkryją, czego chcą i wierzę, że tak będzie. Do tego czasu powinni dać sobie pomóc. Kto szuka nie błądzi.To nie ujma śpiewać tekst cudzego autorstwa. To nie ujma zaśpiewać melodię, którą ktoś Ci wymyślił i zrobić chórki tam gdzie wskazano. Ujmą jest śpiewać tekst swojego autorstwa, zżynając melodię z hitu Rihanny, a przy tym nie zrobić żadnego chórku i żadnego ozdobnika, posiadając jeden z najlepszych głosów w Polsce.

Polskiemu słuchaczowi i polskim wytwórniom w odniesieniu do polskich wokalistek poświęcę jedynie kilka słów. Otóż śmiem twierdzić, że polski słuchacz niczemu nie jest winny. Od lat serwowano mu to samo. Gdy na świecie w latach 70-90 karierę robiła Barbara S a potem Mariah C., u nas karierę robiła Maryla. Za losy świata i za to, co spotkało nasz naród, nie mogę odpowiadać ja, ani moi rówieśnicy. Za to, że nie było czekolady i wolności słowa. Rock’a i pepsi. No to czemu się dziwić, że polskiemu słuchaczowi podoba się teraz „na zakręcie co z nami będzie”? Bo jest pani przy pianinku, oczywisty rym i trochę nowoczesności, bo jest jakiś chłopak, który recytuje. Pal licho, że treść dość smutna merytorycznie. A pianinko i głos Pani niczym nie przypominają tych z „Fallin’” Alici. Potrzeba trochę czasu. Potrzeba nam słuchaczom jeszcze jakiegoś czasu, ale w tym czasie musi się coś dziać na tej scenie!

To nie kwestia tego, że media nie dają szans młodym pokoleniom. Media chcą młode pokolenia. Oczywiście okupione jest to często potem, krwią i łzami lub kasą, sexem i układami, ale młodzi są w radiach i są w TV. Niestety rzadko prezentują coś inspirującego, coś czego z przyjemnością posłuchaliby fani Mary J lub Faith Evans. Gdy pojawiła się Kasia Cerekwicka przez chwilę płomień nadziei się rozbuchał. Co prawda „nigdy więcej i krwawi moje serce” bolało, a prosta melodyjka od razu stała się polifonicznym hitem, ale przez chwilę pomyślałam, że może będzie choć namiastka Ashanti. Muzycznie też naśladowało to zachód. Niestety iskierka szybko zgasła a Kasia się poddała.

Polskie wytwórnie muzyczne (nie mówię o tych rapowych) są nieprofesjonalne, to chyba zdanie dość powszechne. Aby się nie rozwodzić powiem tylko, że nie potrafią wypromować artysty, a to przede wszystkim z tego powodu, że nie słuchają, o czym on mówi i nie interesuje ich kim on jest. Oni mają zadanie: sprzedać płytę. Co z tego, że małe rapowe wytwórnie są w stanie sprzedać 10 tysięcy egzemplarzy płyty przed jej premierą, a Doda po roku odbiera nagrodę za 15 tysięcy. Jak to jest i czemu tak jest? Ciekawskich odsyłam do TEJ dyskusji (oglądać od 58:00 minuty). Oczywiście, żadna Doda nie przyjdzie wydać płyty do Szpadyzorów. A gdy już pojawią się młode i piękne wokalistki i nagrają cudowną płytę w Wielkim Joł. za chwilę capnie je swoją obślizgłą ręką Pan z dużej wytwórni i po chwili przestaną być widoczne na muzycznej mapie polski.

Problemy mnożą się na każdym etapie. Gdzie nie dotknąć tam zgnilizna. Czy kiedykolwiek doczekamy się dobrego sou’lu i r’n’b w Polsce? Można mówić, że tradycja i położenie geograficzne nie sprzyja. Ruskim się jednak udało, Niemcom się udaje. Mogłabym o tym pisać i rozwodzić się długo. Przepraszam za chaos w tym tekście, jednocześnie napływa do mnie tyle myśli, a temat jakże bliski i ważny dla mnie. Ten tekst trochę sprowokowała też wczorajsza rocznica. Rocznica śmierci mojej ulubionej wokalistki, która miała anielską barwę głosu a jej śpiew zawsze oprawiony był genialną warstwą muzyczną. 100% rhythm and blues. One in a million, nie znalazł świat następczyni.
Trwa ładowanie komentarzy...